Przenosiny

Zamieszczone Wrzesień 20, 2007 - autor: feministka69
Kategorie: Uncategorized

http://niby.wordpress.com

Oto nowy adres bloga.
Serdecznie zapraszam.

Łza w kształcie gwiazdy Dawida

Zamieszczone Wrzesień 18, 2007 - autor: feministka69
Kategorie: Propaganda

Arthur de Gobineau najprawdopodobniej przewraca się w grobie, na myśl, co naziści zrobili z jego teorią ras. Powszechnie uchodzący za twórcę doktryny rasizmu, hrabia de Gobineau opracował w „Szkicach o nierówności ras ludzkich” podział ras ze względu na predyspozycje. Wedle tej teorii, rasa białych miała być rasą racjonalną i organizatorską z zapędami władczymi, rasa czarnych mało twórcza, lecz zmysłowa i kobieca, rasa zaś żółta – męska, praktyczna. Arthur de Gobineau opracował podział, w oparciu o istniejący schemat, który jednak do dziś przetrwał zaledwie w szczątkach. Zacznijmy od tego, że Szkice… zostały opublikowane w połowie XIX wieku, około pięćdziesiąt lat po zniesieniu niewolnictwa w Wielkiej Brytanii. Przez niewolnictwo zaś, rozumiano handel niewolnikami afrykańskimi, ujmując rzecz jaśniej – Murzynami. Już samo pojęcie „niewolnik” budzi kontrowersje. Na dźwięk tego słowa przed oczami staje nam obraz Murzyna w kajdanach, stojącego na rampie handlowej, gdzie poddaje się go licytacji. Jednak niewolnictwo Murzynami zaczęło „kwitnąć” w dobie odkryć geograficznych, wcześniej natomiast pod pojęciem niewolnik rozumiano ludzi niekoniecznie czarnoskórych, w dużej mierze będących jeńcami wojennymi. Dopiero prace niewolników murzyńskich na plantacjach w Nowym Świecie utrwaliły powszechny pogląd, że osoba, która została zniewolona – to Murzyn. Przed rewolucją francuską podział rasowy był stosunkowo trwały, mimo że proces mieszania się kultur postępował na przestrzeni wieków. Wciąż jednak w Japonii, mimo rosnącej demoralizacji, starano się przestrzegać kodeksu bushido (Hagakure. Sekretna księga Samurajów). Arthur de Gobineau z pewnością miał właśnie tę męskość na myśli, pisząc o cechach charakterystycznych rasy żółtej. Jakkolwiek nie patrzyć na kwestię rasową, podział opierający się na pewnych cechach dominujących istniał, mimo że był najprawdopodobniej tylko kwestią charakteru społeczeństwa. Skupiska ludności, z których wyklarowały się pewne „objawy geniuszu”, spowodowały, że wioski afrykańskie zamieszkiwał prymitywny lud, podczas gdy w Egipcie stawiano piramidy, w Babilonie zigguraty, w Rzymie amfiteatr, w średniowiecznej Europie gotyckie katedry. Podział rasowy przestał istnieć przecież całkiem niedawno, kiedy Murzyn przestał być afro-Amerykaninem, i w duchu propagandowych haseł amerykańskich demokratów, stał się Wolnym Amerykaninem.

Na uwagę zasługują Żydzi. Ta przedsiębiorcza rasa błąkająca się przez wieki po Europie, była szykanowana zarówno przez kościół, jak i – w XIX wieku – przez inteligencję. Przez Europę przelały się fale protestów, zbrojnych wystąpień przeciwko Żydom, chorobliwie dużego rozgłosu nabrała sprawa Dreyfusa, która była motywem do powołania ruchu syjonistycznego. Bezsprzecznie największym punktem zapalnym były obozy koncentracyjne. Utworzono państwo Izrael i, wydawało się, wszystko wróciło do normy.

Tymczasem dzieje się rzecz odwrotna. Rzecz, która wymaga szerszego omówienia, natomiast ja poruszę ją tylko pokrótce. W dobie państw demokratycznych, gdzie nie ma miejsca na jakikolwiek ucisk i na piedestale stawia się indywidualność jednostki, ma miejsce pewien zwrot w kwestii rasistowskiej. Polska konstytucja gwarantuje wolność słowa i poglądów, jednocześnie zabraniając propagowania nazizmu i komunizmu (co jest naturalnie sprzeczne). Poza tym, że mamy do czynienia ze sprzecznością wynikającą ze źle skonstruowanego prawa demokratycznego, w tym określeniu zawiera się zwrot do owych ras uciskanych: „w naszym kraju możesz się czuć bezpiecznie, nie patrzymy na to, jaki masz kolor skóry”. Jest to oczywiście potwierdzenie faktu, że rasizm jest rzeczą naturalną, którą my, czyli państwo, staramy się zwalczać. Stąd, mniejszości narodowe uzyskują potwierdzenie, że mogą się obawiać czegoś ze strony narodowców. Świadczy o tym start w wyborach prezydenckich Baracka Obamy, przy akompaniamencie antyrasistowskich sloganów. Propaganda niezależności rasowej. Sytuacja ma się podobnie w Europie. Każdy atak na środowisko żydowskie jest piętnowany w mediach. Proszę tylko zwrócić uwagę na ostatnie zdarzenie w Izraelu. Rząd udaremnił akcję terrorystyczną neonazistowskiej grupki skinów, która nagrywała demonstracyjne użycie siły na Żydach. Wskazano także, że wszyscy skini byli Rosjanami. Nasuwa się na myśl „antysemickie” twierdzenie środowisk Radia Maryja, jakoby żydzi kontrolowali sferę finansową Zachodu, głównie Stanów Zjednoczonych. Nie trzeba chyba wskazywać, kto od końca drugiej wojny światowej jest największym rywalem politycznym USA. Niezależnie od tego, co kryje się za wyjawieniem tej afery, wstrząsająca jest rzecz następująca: rząd kraju, powszechnie uchodzącego za najbezpieczniejsze państwo świata, odkrywa JEDNĄ aferę nazistowską z udziałem kilku młodych mężczyzn, podczas gdy w Europie i Stanach Zjednoczonych tego typu sytuacje są na porządku dziennym. Następnie, o całym zajściu dowiaduje się cały świat. Proszę państwa…

Pojęcie rasizmu jest dobrym sloganem politycznym.

“Demokracja nastala”

Zamieszczone Wrzesień 14, 2007 - autor: feministka69
Kategorie: Demokracja

W „Sternbergu” Szczepana Twardocha, jednej z lepszych książek z gatunku historia alternatywna, jakie czytałem, w przejrzysty sposób jest pokazany świat, który przechodzi poważną zmianę. W gruncie rzeczy, ulega zwrotowi o 180 stopni; następuje podział czasu, na Przed, i Po, mimo że sam Autor takich określeń w powieści nie używa. Oto miast rewolucji francuskiej, mamy rewolucję w cesarskiej Austrii Habsburgów, oraz zdarzenia, które mają miejsce parę lat po obaleniu władcy. Właściwie sama rewolucja i jej rezultaty (konfiskata szlacheckich majątków, upaństwowienie instytucji kościelnych, Gwardia Narodowa itd.) to kopia zdarzeń z 1789 roku we Francji. Nie chcę zdradzać całej treści książki, dlatego poruszę tylko jeden wątek, który na przyjemność płynącą z poznania pointy ma niewielki wpływ. Fikcyjna rewolucja Twardocha, podobnie jak rewolucja francuska, w końcu upada – zgodnie z tym, co powiedział konserwatysta Edmund Burke w 1790 roku – sięgnąwszy po metody, jakie chciała zwalczać. Okazuje się, że równość tak naprawdę nie istnieje, wolność jest tylko pojęciem służącym jako tani slogan władzy, zaś braterstwo często kończy się rozlewem braterskiej krwi. Liberté-Égalité-Fraternité jest fikcją. Następuje restauracja monarchii, jednakże jest to w istocie instytucja już martwa, przywodzi na myśl teatralną kukłę lub Neo z Matriksa, który mimo pozorów swojej wyjątkowości, jest częścią perfekcyjnego systemu. Król przestał być królem, stało się tak, jak powiedział doktor Breschet tuż po śmierci Ludwika XVIII: Oto król stał się poddanym. W tych dwu przypadkach chodzi rzecz jasna o inny rodzaj poddaństwa, w pierwszym, król jest produktem „wyzwolonego” narodu, w drugim, władca oddaje się w łaskę Bożą.

To właśnie revolutio, „przewrót”, a właściwie „obrót”, radykalne przejście na zupełnie inny biegun, a potem powrót do porzuconego stanu, jest fascynujący. W przypadku historii prawdziwej, a zakładam, że w historii Szczepana również, rewolucja stała się kometą ognia, która zburzyła świat, by powstał nowy. Józef II rzekłby: tempi passati! Napoleon przeszedł całą Europę, z blisko 700-tysięczną, wielonarodową armią dotarł do Moskwy, co było wyczynem wręcz niewiarygodnym, by w ostateczności parę lat później zostać skazanym na śmierć na wyspie św. Heleny. Kongres wiedeński, który odbył się po upadku cesarza Francuzów, odmalował Europę sprzed rewolucji francuskiej i przywrócił na tron monarchów. Revolutio dobiegł końca.

Rewolucja to temat-rzeka, dlatego na bazie rewolucji Twardocha i rewolucji francuskiej, odniosę się tylko do produktu czasów postrewolucyjnych, przypadających na wiek XIX, oraz produktu postmodernizmu. Pierwszy – to Święte Przymierze; drugi – ONZ.

Święte Przymierze miało przywrócić ład w Europie, zgnieść zalądki rewolucyjne w zarodku, utrzymać na Starym Kontynencie pokój – posługując się w polityce wewnętrznej i zewnętrznej zasadami Ewangelii. Do Przymierza przystąpił Aleksander I (car Rosji), Franciszek I (cesarz Austrii) oraz Fryderyk Wilhellm III (król Prus). W 1818 roku przystąpiła również Francja. Europa miała stać się obszarem bez podziałów, sporów, obszarem legitymizmu. Kongres ŚP zaczął nawet działać. Starano się wybić poddanym z głów zapędy reformatorskie, pro-konstytucyjne, jednym słowem – demokratyczne. W Neapolu obalono liberalny rząd, w Hiszpani walczono o przywrócenie władzy absolutnej. Kres Świętego Przymierza nastąpił, kiedy państwa członkowskie zaczęły się gryźć podczas wojny krymskiej. Bismarck próbował kilkadziesiąt lat później wskrzesić Przymierze, z mizernym skutkiem. Trzeba powiedzieć, że Święte Przymierze było synonimem tyranii, powodowało wrogość społeczeństwa, natchnionego ideą Liberté-Égalité-Fraternité. Włoski ruch karbonariuszy, burżuazyjne loże masońskie, polscy powstańcy, zwolennicy Palacký’ego, Kossutha, potem Bakunina.

Podobne założenia spełnia ONZ, tyle że na skalę globalną. Powołany w zupełnie podobnej sytuacji, też w momencie, gdy świat dokonał pełnego revolutio i znów podzielił się na wpływy. W tym przypadku jednak, światowy organ pokojowy został powołany po to, by zapobiegać tendencjom imperialistycznym, despotycznym, jednym słowem – monarchicznym. ONZ stało się więc narzędziem tych, którzy w wieku XIX formowali nielegalne ruchy antypaństwowe, by dokonać przewrotu. Okazją do dokonania przewrotu, była oczywiście porażka Adolfa Hitlera. Stwierdzono jednoznacznie, że pora zakończyć bezsensowny przelew krwi, a zapędy despotyczne mają być niszczone w zarodku. Mamy więc sytuację identyczną sprzed wieku, tyle że nastąpiła zamiana ról. Przystąpiono do działania. Pokojowego, rzecz jasna. Korea, Kongo, Zatoka Perska, Somalia, Kambodża. Wszystkie akcje posiadające etykietkę „Peace”, nie licząc Jugosławii, gdzie wojsko ONZ UNPROFOR, liczące prawie 40 000 żołnierzy, z karabinami w rękach niosło szlachetne sztandary demokracji… Warto jednak dodać, że ONZ w Korei w rzeczywistości stanowiły wojska amerykańskie. Po zwycięstwie Mobutu Sese Seko w Kongo, generał odwrócił się od ZSRR i zbliżył w kontaktach z Amerykanami. Wyzwolenie Kuwejtu odbyło się przy pomocy wojsk brytyjsko-amerykańskich. W Somalii i Kambodży nie obyło się bez rozlewu krwi. ONZ jest oczywiście fikcyjnym sojuszem, który ma dawać ludziom do zrozumienia, że istnieje instytucja, dbająca o porządek świata. Instytucja ta, rzecz jasna, staje się nagle bezsilna, gdy przychodzi do inwazji wojsk amerykańskich na Irak. Osobiście popieram stacjonowanie wojsk na Bliskim Wschodzie, ale używanie do tego sloganów „pokój”, „wolność” czy „demokracja”, jest haniebnym nadużyciem.

Największymi propagatorami tego typu sformułowań są władze państw ekonomicznie silnych, rozwiniętych, bogatych, którym demokracja umożliwia łatwą i skuteczną promocję na innych kontynentach. Konieczne do tego jest osiągnięcie spokoju militarnego na świecie. Są też państwa – nie osądzajmy, dobre, czy złe – które temu demokratycznemu wchłonięciu nie chcą się poddać. Rosja, Korea Płn., Chiny, Kuba… Z Kubą tobym się wstrzymał, wszak Wałęsa chce ją ratować od komunizmu. A Pan Prezydent dostał w końcu za coś Nobla…

Matrix, Babilon, wersja XXI

Zamieszczone Wrzesień 10, 2007 - autor: feministka69
Kategorie: Wolność

Konfederaci targowiccy ratowali porządek, którego właściwie nie było. Ratowali „karczmę Europy”, słaby kraj, mimo dużej liczby szlachty wcale nie taki szlachecki, w oczach Francuzów uchodzący za pogrążony w anarchii. Gabriel-Francois Coyer, nauczyciel prawnuka Jana Sobieskiego, za opublikowane w 1761 roku dzieło Historia Jana Sobieskiego, został przez Ludwika XV zrugany. Guillaume-Chrétien de Lamoignon de Malesherbes, cenzor i doradca królewski z tegoż okresu, dzieło Coyera potępił. De Malesherbes w ogóle charaktertyzował się przywiązaniem do monarchy, w 1792 powrócił do Paryża bronić króla przed czerwonymi. Na nic zdały się jednak akty odwagi, bo schwytano go na prowincji w dwa lata później, w tym też roku został zgilotynowany. Przed śmiercią miał okazję popatrzeć, jak rodzinę zamęczano na jego oczach. Dziełko Coyera potępił, uznając za nasycone treściami republikańskimi, rozumiejąc jednocześnie nastroje Polaków i ich wieczne dążenie do wolności.

Konfederaci targowiccy, nie dość, że ratowali nieistniejący porządek, a wyrażając się precyzyjniej – ratowali nieporządek, w ich rozumieniu, przed nieporządkiem w postaci Konstytucji 3 maja – w ostateczności zostali przez Katarzynę wystrychnięci na dudka. W rezultacie, jako że prym wiodła idea wyzwolenia z ucisku feudalnego, konfederaci, broniąc nieistniejącego porządku, zostali przez powstańców powieszeni. Katarzyna, z chęcią wyrażająca się o wojnie z rewolucjonistami francuskimi, wkrótce potem zmarła. Przy III zaborze, Rzeczpospolita zniknęła z mapy świata. Z nieporządku anarchistycznego Sasów, przez nieporządek kościuszkowski, w myśl francuskiej idei wolności, mimo że przez Francuzów w żaden sposób nie poparty ze względu na „szlacheckość” idei wolnościowej, Rzeczpospolita popadła w nicość.

Uciskani chwycili bakcyla, kiedy Napoleon z marazmu wolnościowego przeobraził ich w monarchizm konstytucyjny. To znaczy, w imię wyzwolenia, powołał Duché de Varsovie, obsadził ministerstwa, obsadził na trochę Księstwo Warszawskie wojskiem, pociągając w kierunku Mokswy 40 000 ludzi pod wodzą Poniatowskiego, jako część Grande Armée. Księstwo Warszawskie, wcale jednak odrodzonym państwem nie było, lecz kartą przetargową w polityce fransusko – rosyjskiej. Tak więc, drogą powrotną z Mokswy, o Warszawie Napoleon zapomniał, ale przypomniał sobie Aleksander I na Kongresie Wiedeńskim i utworzył ruskie Królestwo Polskie.

Naszym zatęskniło się za wolnością. Za wolnością daną przez Napoleona w postaci lipcowej konstytucji, wolnością jako taką, w rzeczywistości nieistniejącą. Ważne natomiast, że w konstytucji tej, istniała wzmianka o wyzwoleniu. I to wyzwolenie, poczucie wyobcowania, wyrwania się z anarchii Sasów prześladowało Polaków od pierwszego zaboru, poprzez Targowicę, a także przez powstanie listopadowe – które zmiotło Królestwo Polskie z mapy świata. I znów Polaków nie było.

W 1989 Solidarność zniszczyła ruskich, i znów, wdychając świeży powiew zachodni, Polacy, napaleni już wolnością, zachłysnęli się, łykając postkomunistyczne partie, ale i z czasem zapominano, kto właściwie tym SBkiem był, kto w PZPR usługiwał. Niektórzy nadal przejawiają targowicką, a może kościuszkowską, tęsknotę za nieistniejącym porządkiem, za wolnością, której nie ma i nie będzie. Tęsknota przejawiana płaczem powstańców sierpniowych, płaczem nad ofiarami holokaustu, nad demokartyczną jakością z Zachodu.

A potem znów przyjdzie czas, kiedy tęsknota za nieistniejącym porządkiem zamieni się w gorycz porażki. Za sprawą Brukseli, konsumpcyjnej Ameryki lub Rosji. W zależności, kto skorzysta na tym nieuleczalnym poczuciu niewoli.


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.